Apple Story, czyli historia twórcy Apple i Toy Story

Steve Jobs rozpoczął studia w Reed College w Oregonie, ale już po pierwszym semestrze zrozumiał, że nie jest to miejsce dla niego. Porzucił studia, jednak w tym krótkim okresie zdążył wiele doświadczyć. Poznał „smak” bezdomności, biedy i wewnętrznego zagubienia, przez które zainteresował się religiami wschodu. Błądził. Dopiero przypadkowa praca w firmie Atari oraz znajomość ze Stevem Wozniakiem zmieniły bieg jego życia. Owa znajomość dała początek firmie Apple Computer. Pierwsze komputery, Apple I, chociaż były produkowane w garażu, rozchodziły się niczym „ciepłe bułeczki”. Podobnie było z udoskonaloną wersją Apple II, która przyniosła sukces, a twórców uczyniła milionerami. Jednak jak to w historiach często bywa, po fali sukcesów przyszedł czas na pierwszą porażkę. Z powodu niepowodzeń i kłótni ze współpracownikami Steven został wyrzucony z własnej firmy. Jak sam wspomniał w jednym z wywiadów:

To było trudne do przełknięcia lekarstwo, ale chyba pacjent go potrzebował. Czasami życie uderzy cię cegłą w głowę. Nie trać wiary. Jestem przekonany, że jedyną rzeczą, która dawała mi siłę, by iść ciągle naprzód, było to, że kocham to, co robię.

 [Artysta, który łączy punkty, onet.pl, 25 lipca 2011]

Wstał. Postanowił iść dalej. Założył kolejną firmę o nazwie NeXT, następnie kupił studio animacji komputerowej, które zasłynęło produkcją Toy Story. Na nowej fali sukcesu wrócił do swojej pierwszej „miłości” – Apple, która była akurat w kryzysie. Jobs pomógł ją zrewolucjonizować, by na nowo zaświeciła blaskiem.

Człowiek o „stu twarzach”. Człowiek – wizjoner, artysta, inżynier, guru.

Steve Jobs miał wielu sympatyków jak i wielu wrogów. Przez jednych nazywany człowiekiem – wizjonerem, a przez innych ganiony i porównywany niemalże do tyrana. Niewątpliwie nie miał łatwego charakteru.

Dla współpracowników był bardzo wymagający, stanowczy. Był perfekcjonistą, dbał o każdy szczegół. Uważał, że na odbiór produktu składa się nie tylko sam produkt, ale również sposób jego zapakowania. Wszystkie urządzenia, pudełka, a nawet sklep, musiały być wyjątkowe.

Wydaje nam się, że Mac sprzeda się w milionach egzemplarzy, ale nie budujemy go dla innych. Budujemy go dla siebie. (…) Nie zamierzaliśmy prowadzić badań rynku. Po prostu chcieliśmy skonstruować najlepszą rzecz jaką byliśmy w stanie zrobić. (…) Kiedy jesteś stolarzem, który tworzy piękny regał, nie zamontujesz z tyłu byle dykty, nawet jeśli wiesz, że regał będzie stał przy ścianie i nikt tego nie zauważy. Ty będziesz wiedzieć, że tam jest, więc zamiast niej użyjesz pięknego kawałka drewna. Tylko po to, żeby spać spokojnie…

[Wywiad dla Playboya , luty 1985]

Przez swoje podejście szybko stał się „wizytówką” firmy. Przyciągał uwagę milionów ludzi. Nawet teraz, czytając jego wywiady, oglądając przemówienia ciężko oderwać się od niego, jego historii. Budzi podziw, chociaż sam nigdy nie mówił o tym, co zrobił jako o sukcesie i podkreślał, że jego celem nie jest zdobywanie fortuny.

Nie zależy mi na tym, by zostać najbogatszym człowiekiem na cmentarzu. Pójść spać, mogąc powiedzieć, że zrobiło się coś cudownego – to jest dla mnie ważne.

[Wywiad dla The Wall Street Journal, 25 maja 1993 roku]

W jednym z wywiadów zapytany o to, co go zawsze motywowało do pracy, odpowiedział:

Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia. Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec siebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci. Tylko życie jest naprawdę ważne. Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem, jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce.

[Szukaj tego, co kochasz, „Stanford Report”, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011]

Steve Jobs w obliczu trudnych doświadczeń nigdy się nie zatrzymywał, szedł do przodu. Wiele możemy się od niego nauczyć, bo jego życie to nie tylko historia sukcesu, ale także prawdziwych przeciwności – został adoptowany, rzucił studia, był bezdomny, zagubiony, ruszył do Indii szukając siebie, wyrzucono go z własnej firmy. Ta historia może być „bodźcem” zwłaszcza dla tych, którzy mieli zawsze pod górkę, dla tych, którym wydaje się, że nic dobrego nie są w stanie zrobić. To nie prawda. To, że komuś jest ciężko to doskonały powód, żeby wziąć się w garść i ruszyć do przodu.

 

Tekst w kategorii: Aktualności.