Ty, Twoje dziecko i szkoła (fragmenty)

Ostatnio zapytałem ludzi na Twitterze i Facebooku, co najbardziej spędza im sen z powiek, jeśli chodzi o edukację ich dzieci. Nie minęła godzina, a w postach pojawiły się setki odpowiedzi od ludzi z całego świata. Bec, młoda matka ze Stanów Zjednoczonych, zapewne wypowiadając się w imieniu wielu osób, napisała, że „silne strony nie są doceniane, a słabości są wyolbrzymiane. Oceny są ważniejsze niż poczucie własnej wartości”. Kimmie zadała pytanie: „Czy moje dzieci odkryją swoje autentyczne zdolności i czy ktoś pokieruje nimi tak, żeby zdobyły zawód, który będzie ich pasją, który będą kochać?”. Conchita napisała: „Martwię się wszystkim, co dotyczy moich córek. Mam poczucie, że obecny system edukacji nie pozwoli im zabłysnąć, a moja dziesięciolatka może nie dostać tego, czego potrzebuje, by pokonać
swoje trudności w nauce i lęki”.

Jon niepokoi się, że dzieci „stopniowo uczy się, by nie czerpały radości z nauki – to chyba taki żmudny rytuał inicjacji, przez który wszyscy jesteśmy zmuszeni przejść bez żadnego konkretnego uzasadnienia. Toczymy nieustanną walkę, żeby podtrzymać tę iskierkę ciekawości i przyjemności z nauki, podczas gdy system pakuje ją ta-
śmowo i narzuca standardy obowiązujące w edukacji”. Karin napisała: „Szkolnictwo działa źle. Zbyt duża presja, zbyt wiele testów, za dużo wymagań, za dużo taśmowej produkcji. Jak je przeprogramować? Jak mamy przygotować nasze dzieci do skrajnie odmiennego życia niż to, do którego przygotowuje je obecny system szkolnictwa?”.

Carol była zaniepokojona tym, że „stosowanie jednej miary dla wszystkich, wymyślone przez pojedyncze osoby, które nie mają prawa dyktować, jak ma wyglądać polityka oświatowa, powoduje, że absolwenci nie potrafą samodzielnie myśleć i panicznie boją się porażki”. Największą troską kolejnej matki było to, czy w szkołach „uczy się dzieci, jak w kreatywny sposób rozwiązywać problemy. Testy nie uczą wszechstronnego myślenia”. Tracey wskazuje na poważne zmartwienie wielu rodziców: „Najbardziej martwi mnie to, że politycy najwyraźniej nie przywiązują zbyt dużej wagi do głosu rodziców. Ich opinie traktowane są w najlepszym wypadku z lekceważeniem, a osoby, które podejmują decyzje dotyczące naszych dzieci, nie mają bladego pojęcia o tym, co dzieje się w szkolnych klasach”. Wszystkie te obawy są uzasadnione, a jeśli sami je podzielamy, to mamy prawo się martwić.

Edukację postrzega się czasami w kategoriach przygotowania do tego, co wydarzy się później, kiedy nasze dziecko już ukończy szkołę, czyli do zdobycia dobrej pracy albo kontynuowania nauki na studiach. Pod pewnymi względami to prawda, ale dzieciństwo nie jest przecież próbą generalną. Nasze dzieci przeżywają swoje życie tu i teraz, ze wszystkimi emocjami, myślami i relacjami, zatem edukacja musi angażować je tu i teraz, podobnie jak robimy to my jako rodzice. Doświadczenia, jakie nasze dzieci obecnie zbierają, mają kluczowy wpływ na to, kim zostaną i czym będą się zajmować w przyszłości. Jeśli będą one mieć ograniczone możliwości edukacji, być może nie odkryją talentów i zainteresowań, które mogłyby ubogacić ich obecne życie i stać się inspiracją na przyszłość.

Fragment pochodzi z książki sir Kena Robinsona pt. „Ty, Twoje dziecko i szkoła” (Wydawnictwo Element 2018)

Tekst w Aktualności, Czytaj and tagged , , , , .