Inflacja Akademicka

Na rynku pracy jest obecnie zbyt wielu absolwentów z wyższym wykształceniem w stosunku do oferowanych stanowisk pracy.

Wartość wykształcenia maleje. Stanowiska, które jeszcze niedawno wymagały np. tylko średniego wykształcenia, teraz wymagają już dyplomu magistra, ukończenia studiów podyplomowych lub nawet tytułu doktora. 

Był czas, kiedy dobre kwalifikacje naukowe gwarantowały pracę, ale to już przeszłość. Jedną z przyczyn jest akademicka inflacja. W ciągu najbliższych 30 lat więcej osób na całym świecie uzyska tytuły naukowe niż od początku historii. Jednak, jako że więcej ludzi je dostaje, ich wartość gwałtownie spada. Stopień naukowy zwykł otwierać drzwi do pozycji zawodowej. Minimalne wymaganie dla niektórych zawodów to teraz tytuł magistra, nawet doktora. Co dalej? Jest jeszcze drugi problem. Wiele firm mierzy się z kryzysem rekrutacji absolwentów. Nie chodzi o to, że dookoła nie ma wystarczająco wielu absolwentów; jest ich coraz więcej. Zbyt wielu z nich nie ma jednak tego, czego biznes pilnie potrzebuje: nie potrafią się dobrze komunikować, nie potrafią pracować w zespole i nie potrafią myśleć twórczo. Tylko dlaczego mieliby potrafić? Stopnie naukowe nie zostały zaprojektowane, by rozwijać w ludziach kreatywność. Są stworzone do innych celów i często realizują je dobrze, ale narzekać, że absolwenci nie są kreatywni, to jakby mówić: „Kupiłem autobus, a on zatonął”.

Zjawisko akademickiej inflacji pojawia się, gdy absolwenci szkół wyższych podejmują pracę w zawodzie, który wcześniej nie wymagał dyplomu. Następnie tą samą pracę zaczynają wykonywać osoby z jeszcze wyższym stopniem naukowym lub osoby, które ukończyły studia z lepszym wynikiem. W efekcie osoby posiadające wysokie kwalifikacje naukowe zaczynają wykonywać prace, w których w rzeczywistości tak zaawansowana wiedza nie jest potrzebna.

Kiedy w latach siedemdziesiątych opuściłem uniwersytet uważałem za pewne, że znajdę pracę. (…) Posiadanie dyplomu w zasadzie gwarantowało pracę i nie miało większego znaczenia, z czego był ten dyplom. Mógł być ze staronordyckiego, i często był. Absolwenci opuszczali uniwersytety z dyplomem ze staronordyckiego i byli rozchwytywani przez pracodawców. „Potrafisz mówić po wikingowemu? – mówili – choć i pokieruj naszą fabryką. Twój umysł jest rozwinięty do perfekcji”.

Dziś coraz częściej spotykamy młodych ludzi, którzy po studiach wracają do rodzinnych domów dalej grać w gry komputerowe, lub podejmują pracę w fabrykach czy restauracjach, nie mogąc znaleźć zatrudnienia w wykształconym zawodzie. Coraz więcej młodych ludzi ma szansę pójść na studia, ale ich ukończenie warte jest coraz mniej. 

Do czego nas to zaprowadzi?

(…) gdzie ta spirala się kończy? Na Nagrodach Nobla? Czy ostatecznie będziemy mieć laureatów Nagrody Nobla starających się o pracę w podstawówkach? „W porządku, ma pan Nobla, ale czy potrafi Pan grać na pianinie? Potrzebujemy kogoś do kolekcji”.

Przypisy

1. Cytaty pochodzą z książki Kena Robinsona pt. Oblicza Umysłu. Ucząc się kreatywności, s. 14, 68-69 i 72. 

Tekst w kategorii: Edukacja.