Ken Robinson: „Ludzie z natury są uczniami”

W edukacji można wyczuć szczególną presję. Powszechna wizja edukacji jest tak mocno zakorzeniona w umysłach ludzi na całym świecie, że wprowadzenie koniecznych zmian w życie wydaje się niemal niemożliwe. Prawie wszyscy, którzy mieli do czynienia z jakąś instytucją oświaty – czyli prawie wszyscy na naszej planecie – wierzą, że wiedzą, czym jest edukacja. Problem polega na tym, że edukacja zinstytucjonalizowana jest przygnębiająco zacofana. Z kolei Ci, którzy przeszli przez system, zostali “uprzemysłowieni”.

Tak więc i Ty, i ja, a także wszyscy nasi sąsiedzi, wiemy, że edukacja jest systemem, w którym przez dziesięć lub kilkanaście lat izoluje się młodych ludzi, poddając ich faktom i metodom, które “wykształceni” ludzie powinni pojąć, i wtedy nasi młodzi stają się wykształceni.

Ellis Boyd Redding, grany przez Morgana Freemena  w filmie „Skazani na Shawshank”, uchwycił to najlepiej, stwierdzając: „Jestem zinstytucjonalizowanym człowiekiem”. Fakt, że wszyscy jesteśmy wykształceni, nie bardziej pomaga nam zrozumieć, jak powinniśmy być edukowani niż bycie więźniami pomaga zrozumieć, jak resocjalizować więźniów. Sto lat temu więzienia były niewyobrażalnie brutalnymi miejscami, które mają niewiele wspólnego z dzisiejszymi zakładami karnymi. Sto lat temu przemysł opierał się na wykonywaniu pracy w odrębnych miejscach (zarówno produkcja, jak i montaż) i nie miał nic wspólnego z wydajnością współczesnego przemysłu. Sto lat temu odizolowaliśmy młodych ludzi na jedenaście lub więcej lat, wpajając im fakty i metody, które “wykształceni” ludzie powinni znać – i w rezultacie stali się “wykształceni”.

W przestrzeni edukacji pojawiają się wreszcie znaczące głosy, które łączą edukację z biznesem, badają pomysły oraz kwestionują ugruntowaną wizję edukacji. Jednym z  wiodących tę dyskusję jest Sir Ken Robinson. W ostatniej rozmowie zapytałem go o rolę, jaką on i inni, jak np. Sugata Mitra,odgrywają w kolejnym rozdziale edukacji. Odpowiedział: “Zostałem poproszony o konsultacje i wykłady dla grup pedagogów ze Stanów Zjednoczonych oraz innych państw na całym świecie, i właśnie tym zajmowałem się przez długi czas. Wielu ludzi kojarzy moją pracę przez wykłady z TEDa. Jestem zachwycony tym, jaki zasięg zyskały. Jednym z powodów jest to, że w rzeczy, o których mówię oraz piszę w książkach, nauczyciele zawsze wierzyli, zawsze to czuli. To właśnie rola, w której się znalazłem – podobnie jest w przypadku Sugaty. Mamy możliwość powiedzenia głośno o wartościach i celach edukacji, które – w moim przekonaniu – są bliskie zdecydowanej większości nauczycieli.  

To działa na ludzi zachęcająco. Znam też ludzi, którzy twierdzą, że kiedy usłyszeli moje przemówienia i przeczytali to, co napisałem, uświadomili sobie, że nie są odosobnieni w swoich działaniach na rzecz edukacji. Jest wielu wspaniałych ludzi, którzy czują, że działają z politycznym wiatrem w oczy. Od 15- 20 lat rzeczywistością stała się kultura testów i standaryzacji, która zdecydowanie skomplikowała sytuację ludzi związanych z edukacją, a niestety od tamtej pory niewiele zmieniło się na lepsze. Ludzie, słuchając tych, którzy podzielają ich zdanie w przestrzeni publicznej, czują  przyzwolenie na wprowadzanie zmian. Myślę, że to bardzo ważne, ponieważ jestem przekonany, że istnieje potrzeba gruntownej zmiany w edukacji.

Nigdy nie mówię tego, by krytykować  nauczycieli, dyrektorów szkół, a nawet władze zwierzchnie. Chodzi o coś, co jest zakorzenione w kulturze edukacji – przynajmniej w kulturze politycznej. System wywiera presję, która jest kłodą rzucaną pod nogi na drodze do tego, co powinniśmy pilnie zrobić, by szkoły stały się bardziej humanitarne i ludzkie. W szkołach jest zdecydowanie więcej miejsca na innowacje, niż nam się wydaje. Wiele z tego, co dzieje się w szkołach, to nie wymóg prawa – przyzwyczajenie, tradycja, rutyna wywierają większy wpływ niż cokolwiek innego.

To tradycja i rutyna spowodowały, że edukacja jest zatrważająco zacofana. W dziedzinie edukacji nie uwzględnia się realiów  gospodarczych, które wymagają innowacji. Edukacja publiczna stanowi monopol – nie ma konkurencji, która popchnęłaby ją do postępu.

Ostatnio rozmawiałem z Sugatą Mitrą –  innowatorem i wywrotowcem w dziedzinie edukacji, który zyskał światowy rozgłos dzięki wygraniu nagrody innowacyjności TED w wysokości miliona dolarów. Zapytałem, co było dalej. Zastanawiał się nad odpowiedzią i w końcu powiedział: „Zastanawiam się nie dlatego, że nie znam odpowiedzi. Wstrzymuję się, ponieważ nie jestem pewien, jak wyrazić wagę tego, o czym chcę powiedzieć „. Kontynuując dodał, że następny TED Talk powinien być zatytułowany “Czy w ogóle potrzebujemy dziś edukacji?”.

Byłem oszołomiony. Nigdy wcześniej to pytanie nie przyszło mi na myśl. Obecny system edukacji został stworzony w zupełnie innych czasach. Nie byliśmy wówczas tak połączeni jako społeczeństwo, jak jesteśmy dzisiaj. Opowiedziałem Kenowi Robinsonowi o mojej rozmowie z Sugatą, pytając czy można kwestionować potrzebę edukacji.

Robinson odpowiedział: “Sugata pokazał w swojej pracy, że dzieci – generalnie: ludzie – posiadają znakomitą zdolność organizowania uczenia się; ludzie z natury są uczniami. Stawiając na ich wrodzoną pomysłowość, zobaczymy jak młodzi ludzie rozkwitają.

Istnieją trzy terminy, których często używa się zamiennie: “uczenie się”, “edukacja” oraz “szkoła”.

Uczenie się jest niezwykle naturalnym procesem. Dowiedliśmy, że istoty ludzkie mają ogromny apetyt na uczenie się. Małe dzieci rodzą się z zachłannym apetytem na odkrywanie otaczającego je świata. Uczenie się jest procesem nabywania umiejętności, wiedzy oraz pojmowania rzeczywistości. Ludzie nie potrzebują do tego szkoły. Uczymy się na różne sposoby oraz współpracując z innymi. Chociaż nauka jest procesem naturalnym, to czego się uczymy ma charakter kulturowy i w większości jest to proces społeczny. Nawet ucząc się samodzielnie, uczymy się od otaczających nas ludzi.

Jednym ze sposobów definiowania edukacji jest to, że stanowi ona zorganizowany program uczenia się; oczywiście ludzie potrafią sami organizować własne programy nauczania. To właśnie oznacza “samokształcenie”. Jednak w ciągu wielu lat rozwinęliśmy systemy – narodowe systemy edukacji – wierząc, że są rzeczy, które razem chcemy przekazać kolejnym pokoleniom, a które uważamy za ważne kulturowo i ekonomicznie. Systemy, które obowiązują teraz zostały opracowane w innych czasach, służąc innym celom. Pod wieloma względami systemy w swoich strukturach oraz sposobie funkcjonowania wydają się anachroniczne. Wstrzymują możliwość rozwijania ludzkich talentów oraz umiejętności, które posiadają ludzie, a także kompetencji, które muszą obecnie nabyć.

Szkoła w węższym, ale jakże ważnym znaczeniu, to wspólnota uczących się, ponieważ uczymy się nawzajem. To właśnie jest szkoła. To wspólnota ludzi, którzy spotykają się, by uczyć się nawzajem. Myślę, że w tym znaczeniu szkoła jest ważna – jest społecznością uczących się, którzy spotykają się, by uczyć się razem oraz nawzajem.

Chodzi o to, że zaczęliśmy kojarzyć szkołę z innymi instytucjami, które rozwinęły się w ciągu ostatnich kilkuset lat. Szkoła jest miejscem, gdzie są różne odseparowane klasy, rozkłady zajęć oraz egzaminy i testy. Żadna z tych rzeczy nie jest konieczna w szkole i widać to w licznych przykładach edukacji alternatywnej, w szkołach demokratycznych i innych.

Widzę miejsce dla szkół. W rzeczywistości Sugata też, ponieważ szkoła “w chmurze” to wciąż szkoła, a dzieci gromadzące się wokół komputerów same organizują się w uczące grupy. To efektywniejsze szkoły.  

Teraz mamy zdecydowanie więcej przestrzeni, żeby na nowo zastanowić się nad szkołą, nad jej funkcjonowaniem oraz tym, jak ludzie organizują swoją naukę. Istnieje także głęboka potrzeba ponownego rozważenia podstawowych założeń, na których od długiego czasu opiera się publiczna edukacja.

Nie sądzę, żeby to był moment – mając na uwadze dobro dzieci – w którym możemy powiedzieć, że możemy pozbyć się wszelkich form edukacji systemowej. To może być długotrwała ewolucja podejścia do uczenia się oraz dostępnych narzędzi, ale nie sądzę, żeby to wydarzyło się już teraz. Jednak istotne jest to, żeby na nowo przemyśleć obecny sposób działania szkół oraz to, w jaki sposób system ewoluował, a także jego mocne i słabe strony. Nie ma takich, które nie miałyby zalet. Wszędzie znajdziemy jakiś dobry przykład.

Ale dominujący system – w głównej mierze przez politykę – ma tendencję do utrwalania praktyk, które nie pomagają dzieciom w uczeniu się, odkrywaniu swoich indywidualnych możliwości oraz talentów i umiejętności”.

Głosy takie jak Kena Robinsona czy Sugaty Mitry mogą dawać edukatorom swego rodzaju przyzwolenie do długoterminowych zmian w systemie. Obecnie pracują w systemie, który ma sprostać potrzebom samego systemu, a nie uczniów, którym ci chcą służyć.

Jeśli Ken ma rację, zmiany są nieuniknione. Edukacja może zmierzać ku wielkiej zmianie wartości i skuteczności. W samych Stanach Zjednoczonych wydano miliony dolarów na przestarzałe przedsięwzięcie, które przynosi marginalne wyniki. Wewnętrzne dyskusje o niewielkich zmianach w naszym systemie edukacji są podobne do dwóch pcheł kłócących się o to, do której należy pies. Zamiast się sprzeczać, powinniśmy zakwestionować własne długoletnie przekonania i zadać nowe, zupełnie odmienne pytania.

Źródło: https://www.forbes.com/sites/rodberger/2017/06/23/sir-ken-robinson-finding-market-pressures-to-innovate-education/#46d554ea1e77

Tekst w kategorii: Aktualności, Czytaj.