Matt Groening – twórca Simpsonów

Był w tym dreszczyk robienia czegoś, co wcześniej nie istniało. W miarę, jak rosły moje możliwości techniczne, cieszyło mnie to, że mogłem powiedzieć: «O, to właściwie wygląda trochę tak, jak miało wyglądać». Jednak potem zdałem sobie sprawę, że moje rysowanie już zbytnio się nie polepsza, więc zacząłem się koncentrować na historyjkach i żartach. To było bardziej zabawne.

Matt Groening, znany na świecie jako twórca „The Simpsons”, odnalazł swoją prawdziwą inspirację w pracach innych artystów, których rysunkom brakowało technicznej perfekcji, ale którzy za to łączyli swój charakterystyczny styl z pomysłowym opowiadaniem historii. Rozpaliło mnie patrzenie na ludzi, którzy nie potrafili rysować, a zarabiali tym na życie, jak James Thurber. Bardzo ważny był dla mnie też John Lennon. Jego książki, «In His Own Write» i «A Spaniard in the Works», są pełne jego własnych, naprawdę kiepskich rysunków, ale także śmiesznych poematów prozą i zwariowanych historyjek. Przeszedłem przez etap, w którym próbowałem imitować Johna Lennona. Robert Crumb także miał na mnie duży wpływ.

Jego nauczyciele i rodzice – nawet jego ojciec, który był rysownikiem kreskówek i filmowcem – starali się zachęcić go, żeby zrobił coś innego ze swoim życiem. Sugerowali, żeby poszedł na studia i znalazł pewniejszy zawód. W rzeczywistości do czasu, kiedy poszedł na studia (do nietradycyjnej szkoły bez ocen i obowiązkowych zajęć), spotkał tylko jedną nauczycielkę, która naprawdę go zainspirowała. Moja nauczycielka w pierwszej klasie zachowywała rysunki, które rysowałem na lekcjach. Naprawdę je zachowała, na lata. Byłem wzruszony, bo wiesz, przez szkołę przechodzą setki dzieciaków. Nazywa się Elizabeth Hoover. Od jej imienia nazwałem jedną z postaci w «The Simpsons».

Dezaprobata osób mających autorytet nie zniechęciła go, bo w swoim sercu Matt wiedział, co tak naprawdę go inspiruje.

Kiedy byłem dzieciakiem i bawiliśmy się małymi figurkami – dinozaurami i innymi takimi – wymyślając historyjki, wiedziałem, że będę to robił do końca życia. Widziałem dorosłych z teczkami, którzy szli do biurowców i myślałem: «Nie mogę tak. To jest wszystko, czego naprawdę chcę». Były wokół mnie inne dzieciaki, które myślały tak samo, ale stopniowo odpadały i stawały się bardziej poważne. Dla mnie zawsze chodziło o zabawę i opowiadanie historyjek.

Uświadomiłem sobie serię etapów, przez które miałem przejść – idziesz do szkoły średniej, idziesz na studia, zdobywasz kwalifikacje, a potem kończysz i dostajesz dobrą pracę. Wiedziałem, że to nie dla mnie. Wiedziałem, że zawsze będę rysował kreskówki.

Znalazłem w szkole przyjaciół, którzy mieli takie same zainteresowania. Trzymaliśmy się razem i rysowaliśmy komiksy, a potem przynosiliśmy je do szkoły i pokazywaliśmy sobie nawzajem. Kiedy podrośliśmy i staliśmy się bardziej ambitni, zaczęliśmy robić filmy. To było coś wspaniałego. Częściowo rekompensowało to fakt, że społecznie czuliśmy się bardzo nieśmiali. Zamiast siedzieć w weekend w domu, wychodziliśmy i robiliśmy filmy. Zamiast w piątek chodzić na mecze futbolu, chodziliśmy na uniwersytet i oglądaliśmy undergroundowe filmy.

Podjąłem decyzję, że będę w życiu kombinował. Nawiasem mówiąc, nie sądziłem, że mi się uda. Myślałem, że będę miał jakąś nędzną pracę, której będę nienawidził. Moją wizją było, że będę pracował w składzie opon. Nie mam pojęcia, dlaczego myślałem, że będzie to skład opon. Myślałem, że będę toczył opony po placu, a w przerwie będę rysował kreskówki.

Zdarzenia potoczyły się raczej odmiennie. Matt przeprowadził się do Los Angeles, w końcu zamieścił swój komiks „Life in Hell” w „L.A. Weekly” i zaczął wyrabiać sobie nazwisko. Doprowadziło to do zaproszenia ze strony Fox Broadcasting Company, żeby stworzyć krótkie, animowane fragmenty do „The Tracey Ullman Show”. W trakcie rozmowy w Fox wymyślił „The Simpsons” na poczekaniu – dosłownie nie miał pojęcia, że to zrobi, przed wejściem na spotkanie. Show ewoluował do półgodzinnego programu i był emitowany przez Fox w każdą niedzielę przez dziewiętnaście lat aż do dnia, w którym to piszę. Co więcej, na podstawie programu powstały komiksy, zabawki i niezliczone inne produkty. Innymi słowy, „The Simpsons” to popkulturowe imperium.

Żadna z tych rzeczy by się nie wydarzyła, gdyby Matt Groening posłuchał tych, którzy mówili mu, że powinien pójść drogą „prawdziwej” kariery.

 

więcej przeczytasz w książce Kena Robinsona „Uchwycić żywioł. O tym, jak pasja zmienia wszystko.”

Tekst w kategorii: Na kartach książek Kena Robinsona.