Matura i co dalej

Względny spokój maturzystów z pewnością zaburzyły pojawiające się od kilku dni artykuły o rzekomych bardzo słabych wynikach tegorocznych matur. Jeden z nauczycieli, dziennikarz Dariusz Chętkowski mówi wprost na swoim blogu, że do szkół dochodzą informacje o tym, że maturę zdało zaledwie 67 proc. młodzieży. Ciężko powiedzieć, czy to prawda, bo wyniki egzaminów poznamy dopiero pod koniec czerwca.

Tak czy inaczej maturzyści muszą myśleć o swojej przyszłości, o tym, co robić dalej.

Pojawia się przed nimi olbrzymi wachlarz możliwości, bo, jak co roku, uczelnie wyższe przygotowują jeszcze bogatsze oferty. I tak np. Uniwersytet Gdański wabi biologią medyczną i ichtiologią morską, Uniwersytet Wrocławski – historią w przestrzeni publicznej oraz militarioznawstwem. Z kolei SGGW do swojej oferty dołączyła bioinżynierię zwierząt, a Uniwersytet Łódzki proponuje biomonitoring. Wszystkie te kierunki opatrzone są etykietą „atrakcyjne” i „mające w przyszłości przynieść pracę”, ale czy na pewno?

Jeśli zapytać młode osoby, stojące przed decyzją „co dalej”, o ich plany na przyszłość, najczęściej słyszy się odpowiedź, że nie do końca wiedzą, co mogliby robić – trudno się dziwić, bo nie jest to proste pytanie. Jednak alarmujący jest fakt, że zamiast szukać czegoś dla siebie, czegoś, co odpowiadałoby w pełni ich zdolnościom i pasjom, najczęściej wybierają jeden z tzw. kierunków „przyszłościowych”, bo tylko taki wybór się opłaca.

Za Kenem Robinsonem powiem krótko – dziś musimy radykalnie zmienić ten pogląd.

Trzydzieści lat temu, kiedy ktoś miał dyplom magistra, miał pracę. Wszyscy wiemy, że dziś to już nieprawda. Rosnąca liczba kierunków studiów i coraz większa ich dostępność przyczynia się do procesu „inflacji akademickiej” (więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Inflacja_akademicka ) – drastycznego spadku wartości stopni naukowych. Liczba bezrobotnych magistrów rośnie z roku na rok. Coraz więcej młodych ludzi po odebraniu dyplomów wraca do domu, żeby dalej grać w gry komputerowe, bo nie mogą znaleźć pracy.

To nie są puste słowa – świat idzie dziś do przodu szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej, a systemy edukacji stoją w miejscu. Są takie, jak były sto lat temu – mają uczyć nas rzeczy najbardziej przydatnych w pracy, tylko że rynek pracy zmienia się bardzo szybko, a za nim to, co jest najbardziej potrzebne.

Dziś, żeby dostać pracę nie wystarczy już tytuł magistra ze Staronordyckiego (przykład za Robinsonem). Żeby liczyć się na rynku pracy trzeba robić coś naprawdę dobrze. Dlatego to ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, żeby każdy z nas odkrył to, do czego jest naturalnie utalentowany, do czego ma naturalną skłonność i uzdolnienie, i zaczął to robić. Steve Jobs powiedział to absolwentom Uniwersytetu Stanforda w 2005 roku: „To niezwykle ważne żeby znaleźć w życiu jak najwcześniej to, co kochasz robić. Jeśli jeszcze nie znalazłeś, szukaj dalej, to na pewno tam jest”.

Może dziś już nie wszyscy młodzi ludzie muszą iść na studia? Albo może nie wszyscy muszą iść od razu? Nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądał świat nawet za 5 czy 10 lat. Młodzież, która czeka teraz na wyniki matur, będzie pracowała przez lat kolejnych 50. Zdanie, że najlepszą inwestycją jest inwestycja w siebie jest dziś prawdziwsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Myślę, że czas po maturze jest najlepszy do tego, żeby spojrzeć wstecz i zastanowić się nad swoimi naturalnymi uzdolnieniami.

Właśnie teraz można dać sobie czas i poszukać tego, co kocha się robić. Za rok, siedem albo za dwanaście nasz świat może wywrócić się do góry nogami. Ken Robinson w swojej książce „ Uchwycić żywioł” opowiada historie ludzi, którzy poradzili sobie wtedy, kiedy ich świat się wywrócił właśnie dlatego, że wiedzieli, co kochają i w czym są dobrzy. Steve Jobs mówi dokładnie to samo o sobie i o czasie, kiedy jego świat się wywrócił.

Apeluję w szczególności do maturzystów, młodych ludzi przed którymi świat naprawdę stoi otworem, żeby ten wolny czas wykorzystali jak najlepiej. Może warto zamiast przeglądać kolejne strony w Internecie w poszukiwaniu najlepszego kierunku, zastanowić się co sprawiało Wam najwięcej radości, co najbardziej lubiliście robić, w czym wydawaliście się naturalnie dobrzy?

Steve Jobs wzywa, żeby szukać tego, co kochasz robić. Ken Robinson nazywa to „Żywiołem”, czyli miejscem, w którym naturalny talent spotyka się z osobistą pasją. Według niego to właśnie kiedy ludzie odkrywają swój Żywioł, są w stanie dokonać największych osiągnięć.

Wydaje się, że dziś to właśnie odnalezienie swojego Żywiołu, a nie dyplom magistra, jest najlepszą gwarancją na przyszłość.

Tekst w kategorii: Aktualności.