Uchwycić Żywioł by Bebia

Zacznę jednak od początku, od delikatnego rysu biograficznego Adriana. Chłopiec nie miał lekko od momentu narodzin. Została u Niego stwierdzona cytomegalia wrodzona, której efekt stanowi między innymi wada słuchu. Została ona ostatecznie zdiagnozowana już w wieku trzech lat. Owy niedosłuch stanowi trwałe schorzenie, objawiające się obniżeniem czułości narządu słuchu. Adrian jako osoba dotknięta niedosłuchem gorzej słyszy ciche dźwięki niż osoby normalnie słyszące. Wiąże się to z pogorszoną zdolnością do rozumienia mowy oraz wrażliwością na głośne dźwięki, ale także z ogólnym opóźnieniem rozwoju mowy u chłopca. Adrian posiada także zdiagnozowany zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), określany w literaturze także jako zaburzenia hiperkinetyczne, oraz stwierdzone cechy Zespołu Aspergera, który stanowi całościowe zaburzenie rozwoju mieszczące się w spektrum autyzmu.

W osobistej historii Adriana nie można pominąć faktów, iż wychowywał się bez ojca, który nigdy nie zainteresował się losem swojego fantastycznego syna. Zawsze jednak posiadał bezwarunkową miłość matki, wsparcie i zaangażowanie w Jego rozwój. Agnieszka – mama Adriana walczyła i nadal walczy o szczęście swojego pierworodnego syna i Jego satysfakcjonujący rozwój psychofizyczny i emocjonalny. Na drodze Adriana pojawił się istotny pierwiastek męski w postaci ojczyma, który brał udział w procesie wzrostu chłopca, ale ostatecznie Adrian dotknął i w tej relacji kolejnego, wielkiego rozczarowania, które udźwignął i dźwiga do dziś.

Czy Adrian jest sfrustrowanym, nieszczęśliwym i wyizolowanym społecznie młodym człowiekiem? Mógłby być! Chociażby z uwagi na biologiczne, ale i emocjonalne obciążenia jakie otrzymał od losu! Otóż nie! Wręcz przeciwnie. Mimo wad i zaburzeń rozwoju, w tym mowy, w sposób naturalny i spontaniczny został artystą w Szwecji. Adrian z pasją oddaje się słowu pisanemu, pisze i tworzy  i śpiewa piosenki w stylistyce hip–hopu, rapu. Jego autorskie wytwory zostały ostatnio docenione przez zespół profesjonalistów, jako niebywale dojrzałe i głębokie. Nie zatrzymał Go niedosłuch, słabiej rozwinięta mowa i jej rozumienie. Chłopiec codziennie pokonuje szereg barier i realizuje własne pasje. Może stanowić genialny przykład dla młodych osób, które zamykają się w czterech ścianach i rezygnują z samorealizacji, aktywności życiowej, marzeń i własnych potrzeb.
Adrian jest „na ty” z trudnym startem życiowym i codziennie udowadnia samemu sobie, ale i światu zewnętrznemu, że bariery nie do pokonania, największe pułapki życiowe, wszelkie ograniczenia tkwią w naszych umysłach. Parę dni temu słuchałam wywiadu radiowego z Adrianem, który swoim buntem młodzieńczym, światopoglądem i osobistymi pasjami mógłby fantastycznie! zarażać świat społeczny. Byłby wówczas lepszy, piękniejszy i bardziej trójwymiarowy.
Poznając indywidualne doświadczenia młodego, współczesnego poety – Adriana, przypomina mi się historia, którą opowiadał swojego czasu Ken Robinson na swoich słynnych wykładach. Uznany w skali światowej pisarz, mówca i doradca, lider w dziedzinie kreatywności, innowacyjności i zasobów ludzkich. Opowiadał on o niemal przerażonych rodzicach, którzy niezmiernie martwili się o rozwój i przyszłość swojej córeczki Gillian. Historia działa się w latach trzydziestych ubiegłego wieku, więc nad dziewczynką zawisło groźne i realne widmo uczęszczania do szkoły specjalnej. Dziś, w czasach współczesnych specjaliści orzekliby zapewne, że Gillian cierpi podobnie jak Adrian na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD). W tamtym czasie epidemia ADHD nie była jednak odkryta, nazwana ani określona. Rodzice dziewczynki musieli sobie radzić bez opcji ADHD.
Dziewczynka miała zaledwie osiem lat, ale jej przyszłość wraz z wyraźnym niepokojem ze strony środowiska szkolnego, z podjętą próbą uchwycenia istoty jej problemów, próbą diagnozy stanęła pod znakiem niepokojącego znaku zapytania. Na szczęście rodzice wraz z córką pozyskali bezcenne wsparcie psychologiczne. I tak oto Gillian trafiła do psychologa, ubrana w swoją najładniejszą sukienkę, starannie uczesana. Specjalista długo rozmawiał z mamą i tatą dziewczynki oraz z samą Gillian. Na zakończenie spotkania pokazał rodzicom dziecka coś niesamowitego. To coś zmieniło na zawsze życie Gillian! Wpierw poinformował dziewczynkę, że porozmawia jeszcze chwilę z jej rodzicami na osobności i podziękował za cierpliwość. Następnie wraz z nimi opuścił gabinet. Gillian została sama w pomieszczeniu, towarzyszyła jej tylko muzyka płynąca z radia, które przed wyjściem włączył psycholog. Rodzice w towarzystwie specjalisty mieli możliwość obserwacji swojego dziecka, które pozostawione w gabinecie psychologicznym, naturalnie i spontanicznie zaczęło poruszać się w takt muzyki. Rodzice przyglądali się z zachwytem swojej córce i jej niesamowitej gracji z jaką się poruszała. W ruchach Gillian był wrodzony potencjał, talent i lekkość. Podczas spontanicznego tańca niemal każdy dostrzegłby na jej twarzy absolutną rozkosz. W końcu psycholog zwrócił się do matki Gillian i powiedział: Pani Lynne, Gillian nie jest chora. Jest tancerką. Niech pani zabierze ją do szkoły tańca.
Co stało się później z dziewczynką? Idąc za poradą psychologa rodzice zapisali Gillian do artystycznej szkoły. Był to doskonały wybór. Gillian nie potrafiła wyrazić jak wspaniałym dla niej przeżyciem było odkrywanie zajęć tanecznych w towarzystwie ludzi takich jak ona sama. Ludzi, którzy musieli się ruszać, aby myśleć. Dziewczynka ćwiczyła wytrwale swoje umiejętności, uczęszczała do owej szkoły tańca. Trafiła na przesłuchanie do Royal Ballet School w Londynie i została przyjęta! Z czasem dołączyła do Royal Ballet Company, została solistką i występowała na całym świecie. Kiedy zakończył się pewien etap jej kariery, założyła zespół muzyczno–teatralny i stworzyła serię przedstawień, które odniosły największe sukcesy w Londynie i Nowym Jorku. W końcu poznała Andrew Lloyd Webbera i stworzyła z nim jedne z najsłynniejszych musicali w historii, jak ‘Koty’ i ‘Upiór w Operze’.
Tak oto małą Gillian, dziewczynkę o wysoce zagrożonej przyszłości, świat poznał jako Gillian Lynne, jedną z najznakomitszych choreografów naszych czasów, kogoś kto niósł niesamowitą, niepowtarzalną przyjemność milionom ludzi i zarobił miliony dolarów. Wierzę, że podobną ścieżką kroczy Adrian, który nie ucieka w farmakoterapię, nie chce się usilnie uspokoić dla innych i zaspokoić aprobatę społeczną! Ani Gillian nie była trudnym dzieckiem, ani nie był nim nigdy Adrian. Nie musieli rezygnować z dostępu do świata pełnosprawnych. Mają po prostu być tym, kim naprawdę są – sobą – artystami. 
 
 
Warto uwierzyć w nieszablonowe podeście do rzeczywistości swojego dziecka i podążać za słowami Kena Robinsona, iż zasoby ludzkie są jak zasoby naturalne: są często głęboko zakopane. Musisz iść ich poszukać, nie leżą zwyczajnie na powierzchni wokoło. A pasja może zmienić wszystko! Ktoś w Gillian zobaczył tancerkę, ja w Adrianie dostrzegam współczesnego poetę! 
 
Ogromne gratulacje dla Adriana za Jego artystyczne osiągnięcia i podejście do życia. Ogromny szacunek dla Jego cudownej mamy Agnieszki, która dostrzegła i wciąż dostrzega, czyta te bezcenne znaki jakie śle Jej własne dziecko. Brawo! 
 
 
Beata G-B
W powyższym poście sięgnęłam do polskiej strony Kena Robinsona (www.kenrobinson.pl) celem dokładniejszego przytoczenia historii genialnej Gillian Lynne.
 
Wykorzystane zdjęcie z prywatnego archiwum mamy Adriana – Agnieszki. Na przedstawionej fotografii Adrian świętuje urodziny mamy, także obecnej na zdjęciu wraz z bratem.
 

 

Tekst w kategorii: Uchwyceni w żywiole.