Uchwycony w Żywiole – Fismoll

DROGA

Muzyką zarazili mnie rodzice. Później potoczyło się to tak, jak, wydaje mi się, u każdego nastolatka: był bunt, również bunt muzyczny. Nie chciało mi się słuchać muzyki klasycznej, trudno było mi uchwycić to „coś” ze środka. Ale z czasem okazało się, że… mnie to ratuje. Muzyka i wrażliwość na małe rzeczy, które są wszędzie. Uchwycenie ich sprawia, że można polepszyć sobie dzień. Jest to pewnego rodzaju „koło ratunkowe”, którego człowiek łapie się z miłą chęcią.

Trudnym etapem nazwałbym właśnie okres szkoły muzycznej. Był to piękny czas, poznałem tam wielu świetnych ludzi, także ludzi, z którymi dzisiaj gram. Jednak był też trud i bunt. Czasami zwyczajnie polegał na tym, że nie chciało mi się iść na gitarę. Nauka zaczynała się nie od przebojów folkowych, tylko od klasyki. To była rzeźba Bacha i innych klasyków, klasyków gitarowych. Są to wspaniałe kompozycje, ale czasem po prostu nie chciało mi się ich grać. W pewnym momencie nie wytrzymałem, coś we mnie pękło i zaczęło się to, co się zaczęło. Droga, którą rozpocząłem, jest teraz „w środku”. Jest chyba najprostszą drogą właśnie dlatego, że jest „w sobie”. Jeżeli jest się szczerym ze sobą, a wierzę, że tak robię i tak mam, to jest to proste. To tak jak składać komuś życzenia urodzinowe, nie formułką, tylko z uczuciem.

MOMENT PRZEŁOMU

Przełom nastąpił w momencie, kiedy zacząłem nagrywać covery. Udało mi się kupić sprzęt, który były mi potrzebny, i zacząłem nagrywać obraz i dźwięk. Wyrobiłem sobie pewną estetykę oglądając stare polskie i rosyjskie filmy. Jednak później stwierdziłem: „w porządku, nagrywam sobie pewne aranżacje, ale może przydałoby się spróbować nagrać coś swojego”. Covery to jednak ciągle „odgrywanie”. No i zrobiłem to. Tworząc swoje kawałki – mówię zupełnie szczerze – nie sądziłem, że mogą osiągnąć taką oglądalność.

LUDZIE

Z tym jest różnie. Spotkałem się w szkole muzycznej z ludźmi „starej daty”, którzy mają już wyrobiony pewien cykl, pewne własne fundamenty nauczania. Cechuje ich ta surowość, która nie zawsze jest przyjemna. Lubię, gdy czasem ktoś mnie „dociśnie”, powie: „musisz to zrobić”, jeżeli widzę, że jest to dla mnie przydatne. Wtedy to robię. Jeżeli coś jest wbrew mnie, zawsze to odrzucam, chyba że mogę komuś pomóc. To jest jedyny powód, dla którego mogę zrobić coś wbrew sobie.

Zdania względem mnie były podzielone, tak jak jest z resztą do teraz. Zdarza się, że ludzie podchodzą do mnie i mówią: „świetny singiel”. To jest miłe, na przykład gdy kobieta, która ma 56 lat, uczy w szkole muzycznej od lat 30 i nagle mówi: „Facet, super rzecz! Słucham tego jak biegam!”. Ale nie zawsze tak jest. Wielokrotnie słyszę na przykład, że nie umiem śpiewać, że jestem fatalny z harmonii, że nie chce mi się „być” w schematach.

KREATYWNOŚĆ

Dla mnie kreatywnością jest po pierwsze znalezienie siebie. Pewnego rodzaju poczucie, że wychodząc na ulicę, siedząc w toalecie czy leżąc w łóżku wieczorem, mam dobry fundament do bycia dobrym człowiekiem. Nie wiem, czy udało mi się to zrobić, ale cały czas się staram. Oczywiście nie mówię, że ktoś musi grać na gitarze, absolutnie nie, można dać panu Mirkowi na bułkę. Jeżeli rzeczywiście kupię mu bułkę, a on ją zje, to czuję się kreatywny. Bo kreatywność to dla mnie pomoc. Można pomagać dźwiękami i ja właśnie staram się to robić. Można po prostu się uśmiechnąć i już jest to jakaś forma kreatywności. Może to jest błędne rozumienie, ale ja tak to właśnie czuję.

RADA

Być może to co powiem będzie nudne, bo bardzo często to mówię, ale 90 procent siebie odnalazłem w górach – będąc z przyjacielem albo samemu. Dla mnie nie ma bardziej eterycznego i transcendentalnego miejsca niż góry. Gdziekolwiek, byleby nie tam, gdzie jest dużo ludzi. Po prostu wyjść sobie i pomyśleć. Powiedzieć sobie: „Okey, przeszedłem dzisiaj 30 kilometrów z plecakiem ważącym 40 kilogramów, jestem z siebie dumny, ale co mam ochotę teraz zrobić? Teraz, gdy jestem wyczerpany? Brzdękam na tej gitarze, ale może nie do końca mi to wychodzi, bo ktoś inny tak mi powiedział”. Jednak biorę tę git(ar)ę, nikogo nie ma, jestem sam – nie można się siebie wstydzić przy przyrodzie – i gram. Tak samo jeśli malujesz, a nie jesteś pewien, czy to jest „to”, bo nie wiesz, czy jesteś w tym dobry. Bardzo często tak się zdarza, że ktoś czuje się w czymś słaby, ale jednak jest to całym jego światem. To jednak wystarczy, bo nikt nie musi tego oglądać. Najgorsze jest zamykanie się przez to, że ktoś nas skrytykował. Ludzie są okropnie różni, często z założenia krytyczni, niemili, a także szyderczy – nie mówię wcale o większości, ale jednak tak się zdarza. Jednak czasem trzeba odejść, zrobić krok w tył. Tak, jak się robi w miłości, gdy kogoś się kocha, a ta osoba chce czegoś innego. Tego kogoś nie ciągnie się za bluzkę, tylko mówi się: „Chcę dla Ciebie najlepiej”. I to ma być priorytet.

Tekst w kategorii: Uchwyceni w żywiole.