- Dział: O NAS
- Czytany 1699 razy
- wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
- Wydrukuj
Wydawnictwo Element

Studiowałem prawo i od samego początku wiedziałem, że to nie to. Robiłem wszystko, żeby się nie uczyć: zacząłem tłumaczyć książkę, zostałem krupierem w kasynie. Przez całe życie w wielu rzeczach byłem dobry, ale w żadnej najlepszy. Miałem wiele zainteresowań, ale żadnej prawdziwej pasji. Do wielu rzeczy miałem łatwość, ale żadnego prawdziwego talentu. Zacząłem zadawać sobie pytanie: jak to jest, że są ludzie, którzy mają pasję tak silną, że nadaje ich życiu sens, że są tak niezwykle utalentowani i naprawdę najlepsi w tym, co robią. To pytanie nie dawało mi spokoju.
Aż trafiłem w Internecie na Sir Kena Robinsona – na prelekcję, którą wygłosił na konferencji TED w 2006 roku o tym, czy szkoły zabijają kreatywność. Byłem absolutnie zafascynowany. Był początek 2009 roku. Dowiedziałem się, że właśnie ukazała się książka Kena Robinsona – „The Element. How Finding your Passion Changes Everything”. Okazało się, że nie ma polskiego wydania, więc kupiłem wydanie anglojęzyczne. Ta książka otworzyła mi oczy. Odpowiadała na te właśnie pytania, które sobie zadawałem. Chciałem dać ją do przeczytania kilku moim bliskim, którzy nie znali angielskiego. I tak powoli zrodził się pomysł: założę wydawnictwo.
Miałem trochę oszczędności, mogłem liczyć na pomoc rodziców, więc tak też zrobiłem. Z nazwą nie miałem problemu – Element, jak tytuł książki, dla której to wszystko robiłem. Jednak nie od razu było prosto. Zwróciłem się z prośbą o prawa do wydania polskiego tłumaczenia książki do Petera Millera, agenta Kena Robinsona. Ten jednak zażyczył sobie zaliczki, na którą nie było mnie stać. Miałem za to gotowe tłumaczenie książki Brendy Ueland pod tytułem „Jeśli Chcesz Pisać. Książka o Sztuce, Niezależności i Duchu” – tej, którą tłumaczyłem zamiast się uczyć. Udało mi się zdobyć prawa do wydania tego tłumaczenia. Dostałem także prawa do wydania tłumaczenia pierwszej książki Kena Robinsona: „Oblicza Umysłu. Ucząc się kreatywności”. Wziąłem się do pracy, zbudowałem niewielkie wydawnictwo, wydałem dwie książki, minęło półtora roku, trochę zarobiłem i ponownie zwróciłem się do Petera Millera.
Tym razem się udało – dostałem prawa! Wtedy rozpoczął się ponad roczny okres pracy nad książką: najpierw tłumaczenie, potem liczne korekty, skład, projekt okładki. Zależało mi na tym, żeby zrobić wszystko najlepiej, jak tylko potrafię. Na szczęście mogłem liczyć na pomoc rodziców, przyjaciół oraz na życzliwość prawdziwych profesjonalistów. Teraz książka jest w sprzedaży, a ja, oprócz satysfakcji, czuję wielką radość, bo uważam, że myśli w niej zawarte są naprawdę ważne i że wielu ludzi może bardzo skorzystać na jej przeczytaniu. Ja bardzo skorzystałem.
Aleksander Baj
