- Napisane przez Dominika Poznańska
- Dział: Aktualności
- Czytany 89 razy
- wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
- Wydrukuj
- Skomentuj jako pierwszy!
Ostatnie Tango
Czy zatańczy Pan ze mną ostatni taniec? Może „Tango”? Czy powie Pan między taktem, w dwóch słowach, o sobie, o życiu? Tak na pożegnanie, na do widzenia. Dwa słowa.
- Może o dzieciństwie, o młodości?
S.M. – „Dzieciństwo miałem takie sobie. Ale moja młodość była szczególnie jasna i kompromitująca, z uwagi na warunki, w jakich musiała upłynąć”.
- A skąd rysunek u Pana?
S.M. – „Rysunek był dla mnie szkołą pisania. Aby narysować, trzeba dokonać syntezy. Rysunek jest rodzajem ideogramu: kilkoma kreskami trzeba wyrazić wszystko”.
- Jak to jest z pisaniem?
S.M. – „Trzeba po prostu siąść i pisać. To tylko kwestia czasu i koncentracji. Reszta wynika już sama z siebie”1.
W swoim Dzienniku napisał kiedyś:
Człowiekowi wydaje się, że jest gigantem, a tymczasem jest gówniarzem [...] Co tu się przyrównywać, ani siły we mnie, ani talentu wielkiego, tylko pokręctwo, kalectwo, zdolności średnie, nigdzie nic wyjątkowego, na całym moim ciele. Mam dokładnie 33 lata i dwa dni, żonaty jestem, a nie czuję się nigdzie, nie czuję się żaden, nie czuję się nikt. Nie mam pojęcia ani co, ani jak pisać, ani nawet o czym, zdrowie mam przeciętnie dobre, zachcenia dokuczliwe, ale za słabe, żeby coś ze mną zrobiły, za silne, żeby nie dokuczały. Za sobą nie widzę przeszłości, przed sobą przyszłości, jedyne, co umiem pisać to listy, jedyne co umiem myśleć dobrze, to zwątpienia, nie mam do siebie ani nienawiści, poza chwilowymi niechęciami, ani miłości, poza chwilowymi uwielbieniami. Skorupą jestem, którą co chwila, co innego wypełnia, a przeważnie jest to skorupa wypchana nijakością.
[Dziennik. 1963-07-01]
A jednak. Poznał go cały świat. Nie z „pokręctwa, kalectwa, zdolności średnich” tylko z tego, że był znakomitym dramatopisarzem, prozaikiem i rysownikiem. Można go lubić, albo i nie, ale nie ulega wątpliwości, że miał niesamowitą intuicję, jeśli chodzi o wyczucie czasów, tzw. „intuicję historyczną” – co można dostrzec w jego twórczości – i poczucie humoru. Dowcipu przyprawionego nutą przewrotności nie szczędził w swoich dramatach, rysunkach, a nawet w zwykłym życiu – mnóstwo go w jego rozmowach z aktorami czy dziennikarzami.
Przyglądając się bliżej Mrożkowi – na tyle, na ile można, przez pryzmat wywiadów, publicznych spotkań – można zauważyć, że nie lubił rozmów. Nie oznacza to jednak, że nie miał przyjaciół. Z bliskimi osobami pisał listy, m. in. z Lemem, Axerem. Były to swego rodzaju rozprawki filozoficzne. Pisanie otwierało jego osobowość, łączyło ze światem, od którego uciekał, chował się – może dlatego, że aż nazbyt go „czuł”, rozumiał?
Piękne słowa po odejściu dramaturga powiedział Maciej Englert, dyrektor Teatru Współczesnego:
To co po Mrożku zostanie, to nie tylko opowiadane od lat anegdoty, ale przede wszystkim to co napisał. To był człowiek tak cichy, niefrapujący, że w gruncie rzeczy jak umarł, to tak jakby dalej żył. My nie do końca doceniamy kto umarł, nie do końca wiemy, że chowamy giganta. Jednego z tych, którzy już mają swoje miejsce w historii teatru i nie tylko, człowieka, który zawsze myślał o publiczności i o czytelniku. Poprzez swoją twórczość chciał rozmawiać z ludźmi, docierać do nich, rozśmieszać ich, ale nie wychowywać2.
W ostatnich latach życia można było usłyszeć, że starość mu doskwiera, że męczy. Mam nadzieję, Panie Sławomirze, że odnalazł Pan spokój. Niech z uśmiechem Pan ogląda naszą ziemską sztukę. Istny teatr.
PRZYPISY
- Źródło: onet.pl
- Wywiad w Programie pierwszym polskiego radia
